Użytkownik Hasło Pamiętaj mnie Zarejestruj się!
PFWK Informacje : Szmaragd, Rekiny i ...
dnia 2016-08-27 22:00:00

 

SZMARAGD, REKINY I …..
No właśnie? I co?
Nasza przygoda ze Szmaragdowym Stawem rozpoczęła się we wrześniu minionego roku na Dębowej! To tam i wtedy Ignacy otrzymał nagrodę od Polskiej Federacji Wędkarstwa Karpiowego – tygodniowy pobyt na tym łowisku licencyjnym. A po prawie roku udało się zrealizować wyjazd.
Założenie było bardzo proste – jedziemy łowić, ale jednocześnie trenować i uczyć się dalej. Dlatego też postanowiliśmy łowić z wywózki i tak samo holować ryby. Po przyjeździe i zainstalowaniu się na stanowisku nr 8 przystąpiliśmy do poszukiwania miejscówek. Okazało się, że w odległości około 100 metrów od brzegu są piękne „górki” na głębokości około 5 metrów. Po oznaczeniu stanowisk zabraliśmy się do przygotowania zanęty i zestawów. Wskazówki „miejscowych” karpiarzy były jednoznaczne: „Nęcić mało”. My postanowiliśmy zastosować nasze - sprawdzone na innych łowiskach – sposoby. A że był to pierwszy nasz pobyt na „Szmaragdzie” zdecydowaliśmy się zaryzykować. Pierwsza noc minęła bez kontaktu z rybami….
Kolejne dni przyniosły przełamanie… a dokładnie następna noc. Długi, charakterystyczny „odjazd” wyrwał mnie ze snu. Hol w środku nocy z pontonu i ryba zaplątana w sąsiedni zestaw… odplątanie zajęło kilkanaście minut. W tym czasie ryba grzecznie czekała na dnie, a ostatecznie po emocjonującym holu trafiła do podbieraka. Po zważeniu okazało się, że nie bez powodu hol był tak wymagający. Piękny karp ważył 17,200 kg. A po oględzinach zdjęcia przez opiekuna łowiska okazało się, że albo nie był wcześniej złowiony, albo nie został zgłoszony i zgodnie z przywilejem pierwszego łowcy wspólnie z Ignacym nadaliśmy mu imię „Long Fish”. (zdj. 1A lub 1B)
Pobyt na łowisku okazał się bardzo ważny dla 11-letniego Ignacego, ponieważ po kilku dniach ćwiczeń, nauki wskakiwania do pontonu i pływania nim, spinania ryb udało mu się w końcu samodzielnie wyholować z pontonu pierwszego w życiu karpia. Kolosem nie był (4,5 kg), ale cieszył bardzo. A biorąc pod uwagę ogromną waleczność i siłę „szmaragdowych ryb” sprawił Ignacemu nie lada kłopot. Dlatego też radość była ogromna!(zdj. 2A-2H)  Po pól godzinie od życiowego sukcesu na wędce „Młodego” nastąpiło kolejne branie. Wskakujemy do pontonu, znowu ekscytujący hol i walka z bardzo silną rybą, która bez kłopotu ciągnie ponton wraz ze mną i synem! Ostatecznie Ignacy kolejny raz odnosi zwycięstwo! Piękny i ogromny – jak na jedenaście lat – karp ląduje w podbieraku. A po zważeniu okazuje się, że jest to życiowy okaz! 10,45 kg stało się przyczynkiem do spełnienia marzeń chłopca, tj. wylania mu na głowę wiadra wody, jak przystało na nowe PB. (zdj. 3A – 3J)
W ciągu tych kilku dni udało nam się złowić 10 ryb. Co, jak na łowienie nazwijmy to edukacyjne, było świetnym osiągnięciem. Szmaragdowy Staw obdarował nas pięknymi karpiami, licznymi braniami, wielkimi wrażeniami, pozwolił przetestować przemyślenia w praktyce a nowe kulki w wodzie. I czasami tak bywa – sprawdziło się wszystko! A ponadto – co jest tak naprawdę najbardziej istotne – zawarliśmy kolejne nowe „karpiowe” znajomości. (Tu szczególne pozdrowienia dla Sebastiana Stolarskiego z żoną i córką Anią, Mateusza Pietkuna i Tomka). Sebastianowi dziękujemy za wszelką okazaną pomoc! 
Szmaragd, Rekin i ….. Dość dziwny tytuł?! Tylko pozornie. 
Szmaragd? To jasne. 
Rekiny? To Rekiny Dziewiątki, czyli karpiarze - ojciec i syn - ze Szkolnego Koła Wędkarskiego „Rekiny Dziewiątki” z Kędzierzyna – Koźla.
I… ? I to tajemnicze „i”? Sądzę, że zakończyć można tak: „SZMARAGD, REKINY I SPEŁNIENIE MARZEŃ”
Usłyszeć od syna: „ Zawsze o tym marzyłem. Marzenia się spełniają!” jest bezcenne! I nadaje karpiowaniu zupełnie nowy wymiar, jaki? Przekonajcie się sami. Może na Szmaragdowym Stawie…
Z wędkarskim pozdrowieniem: „Wodom cześć”
Wojciech Czapla       
          
SZMARAGD, REKINY I …..

No właśnie? I co?
Nasza przygoda ze Szmaragdowym Stawem rozpoczęła się we wrześniu minionego roku na Dębowej! To tam i wtedy Ignacy otrzymał nagrodę od Polskiej Federacji Wędkarstwa Karpiowego – tygodniowy pobyt na tym łowisku licencyjnym. A po prawie roku udało się zrealizować wyjazd.
Założenie było bardzo proste – jedziemy łowić, ale jednocześnie trenować i uczyć się dalej. Dlatego też postanowiliśmy łowić z wywózki i tak samo holować ryby. Po przyjeździe i zainstalowaniu się na stanowisku nr 8 przystąpiliśmy do poszukiwania miejscówek. Okazało się, że w odległości około 100 metrów od brzegu są piękne „górki” na głębokości około 5 metrów. Po oznaczeniu stanowisk zabraliśmy się do przygotowania zanęty i zestawów. Wskazówki „miejscowych” karpiarzy były jednoznaczne: „Nęcić mało”. My postanowiliśmy zastosować nasze - sprawdzone na innych łowiskach – sposoby. A że był to pierwszy nasz pobyt na „Szmaragdzie” zdecydowaliśmy się zaryzykować. Pierwsza noc minęła bez kontaktu z rybami….



 

Kolejne dni przyniosły przełamanie… a dokładnie następna noc. Długi, charakterystyczny „odjazd” wyrwał mnie ze snu. Hol w środku nocy z pontonu i ryba zaplątana w sąsiedni zestaw… odplątanie zajęło kilkanaście minut. W tym czasie ryba grzecznie czekała na dnie, a ostatecznie po emocjonującym holu trafiła do podbieraka. Po zważeniu okazało się, że nie bez powodu hol był tak wymagający. Piękny karp ważył 17,200 kg. A po oględzinach zdjęcia przez opiekuna łowiska okazało się, że albo nie był wcześniej złowiony, albo nie został zgłoszony i zgodnie z przywilejem pierwszego łowcy wspólnie z Ignacym nadaliśmy mu imię „Long Fish”.

 
Pobyt na łowisku okazał się bardzo ważny dla 11-letniego Ignacego, ponieważ po kilku dniach ćwiczeń, nauki wskakiwania do pontonu i pływania nim, spinania ryb udało mu się w końcu samodzielnie wyholować z pontonu pierwszego w życiu karpia. Kolosem nie był (4,5 kg), ale cieszył bardzo. A biorąc pod uwagę ogromną waleczność i siłę „szmaragdowych ryb” sprawił Ignacemu nie lada kłopot. Dlatego też radość była ogromna!



Po pól godzinie od życiowego sukcesu na wędce „Młodego” nastąpiło kolejne branie. Wskakujemy do pontonu, znowu ekscytujący hol i walka z bardzo silną rybą, która bez kłopotu ciągnie ponton wraz ze mną i synem! Ostatecznie Ignacy kolejny raz odnosi zwycięstwo! Piękny i ogromny – jak na jedenaście lat – karp ląduje w podbieraku. A po zważeniu okazuje się, że jest to życiowy okaz! 10,45 kg stało się przyczynkiem do spełnienia marzeń chłopca, tj. wylania mu na głowę wiadra wody, jak przystało na nowe PB.

W ciągu tych kilku dni udało nam się złowić 10 ryb. Co, jak na łowienie nazwijmy to edukacyjne, było świetnym osiągnięciem. Szmaragdowy Staw obdarował nas pięknymi karpiami, licznymi braniami, wielkimi wrażeniami, pozwolił przetestować przemyślenia w praktyce a nowe kulki w wodzie. I czasami tak bywa – sprawdziło się wszystko! A ponadto – co jest tak naprawdę najbardziej istotne – zawarliśmy kolejne nowe „karpiowe” znajomości. (Tu szczególne pozdrowienia dla Sebastiana Stolarskiego z żoną i córką Anią, Mateusza Pietkuna i Tomka). Sebastianowi dziękujemy za wszelką okazaną pomoc! 
Szmaragd, Rekin i ….. Dość dziwny tytuł?! Tylko pozornie. 
Szmaragd? To jasne. 
Rekiny? To Rekiny Dziewiątki, czyli karpiarze - ojciec i syn - ze Szkolnego Koła Wędkarskiego „Rekiny Dziewiątki” z Kędzierzyna – Koźla.
I… ? I to tajemnicze „i”? Sądzę, że zakończyć można tak: „SZMARAGD, REKINY I SPEŁNIENIE MARZEŃ”
Usłyszeć od syna: „ Zawsze o tym marzyłem. Marzenia się spełniają!” jest bezcenne! I nadaje karpiowaniu zupełnie nowy wymiar, jaki? Przekonajcie się sami. Może na Szmaragdowym Stawie…
Z wędkarskim pozdrowieniem: „Wodom cześć”
Wojciech Czapla
      
          

 

 

Wersja do wydrukowania Powiadom znajomego o tej wiadomości Utwórz dokument .pdf z tego artykułu
Komentarze są własnością ich autorów. Nie ponosimy odpowiedzialności za ich treść.