Polska Federacja
Wędkarstwa Karpiowego

PFWK

patronite
Dzień 5ty z EL ……………..PCM2026

Dzień 5ty z EL ……………..PCM2026

Czwarty poranek rywalizacji zamyka trzecią pełną dobę na wodzie. Dla jednych to pobudka z uśmiechem i wciąż żywym obrazem pięknego holu sprzed kilku godzin. Dla innych – noc spędzona bez mrugnięcia oka, bo emocje i adrenalina po wczesnowieczornej rybie po prostu nie pozwoliły zasnąć. Są też tacy, których przytłacza szara rzeczywistość. Patrzą na bezchmurne i gwiazdziste niebo, bezruch na sygnalizatorach i powoli zaczynają przeklinać ten jeden pechowy moment podczas rejestracji i losowania, w którym wyciągnęli z kulki niewłaściwy numer stanowiska z kodem QR który zaprowadził ich w kierunki nicości…. 

Prawdziwa karuzela skrajnych emocji – czyli dokładnie to, co definiuje naszą karpiową egzystencję. Z jednej strony bezsilność i rosnący ciężar w nogach, z drugiej – nieustępliwe przeświadczenie, że wciąż jest coś do zrobienia. Nawet jeśli powoli kończą się pomysły, co jeszcze można zmienić.

Osoby śledzące nasze poczynania podczas transmisji LIVE zanotowały zapewne moment, w którym ekipa prowadząca wydarzenie w ułamku sekundy musiała zerwać się na równe nogi do swoich obowiązków sędziowskich. Założenia regulaminowe jednoznacznie wymuszają taką błyskawiczną reakcję – procedura ważenia nie znosi zwłoki.

Całe zamieszanie zakończyło się zgłoszeniem ryby, która co prawda minimalnie nie przekroczyła bariery 20 kg, ale dała zawodnikom niezwykle ważny awans i pozwoliła realnie „poczuć zapach podium”. Od tej chwili na tym stanowisku przyspieszone bicie serca, drżenie rąk i skok adrenaliny przy każdym piknięciu centralki stają się stałymi „okolicznościami towarzyszącymi”.

A poranki? Po raz kolejny witamy jeden z nich w tym malowniczym, roztoczańskim klimacie. To obraz, który towarzyszy nam od lat – daje niesamowitą radość i sprawia, że nawet po zaledwie kilku godzinach twardego snu wstajemy bez marudzenia. Wskakujemy w buty w tym wyjątkowym, braterskim klimacie, gotowi na kolejny krok „ku przygodzie”.

Wielu z Was w swoich relacjach z drogi na ten finał powtarzało jak mantrę jedno hasło: „KU PRZYGODZIE”. Tę konkretną ekipę spotykamy na finale już po raz enty – czwarty? Piąty? I wreszcie nadszedł moment, w którym doczekali się swoich zasłużonych, przedłużonych pięciu minut.

Dostarczają nam i sobie absolutnie wspaniałych emocji. Holowanie ryby na żywo, śledzone z powietrza obiektywem drona w gęstych grążelach, da zapewne niesamowite, ekstremalne ujęcia. Dokładnie tak wyglądają kulisy tego wydarzenia: grupa pasjonatów tworzy obraz pełen pasji, rejestrując każdą sekundę walki za pomocą całego arsenału cyfrowych oczu – od klasycznych luster po nowoczesne bezlusterkowce.

Wszystko to odbywa się oczywiście w asyście szacunku do sponsorów i reprezentowanych firm. I choć czasem w te poczynania wkrada się lekka forma przesadnej gloryfikacji ich roli, to z pewnością nikt nie robi tego ze złych intencji. Karpiowi celebryci pokazują co prawda, że idąc tą drogą można czerpać spore korzyści, ale kluczem pozostaje zachowanie godności i nieuciekanie w skrajną przesadę – co na szczęście w wielu przypadkach tutaj również da się zauważyć.

Są jednak i takie momenty, w których trzeba wykazać się ogromną dozą elastyczności i po prostu trzymać język za zębami, obserwując postawy przeradzające się czasem w pewien fanatyzm o bardzo niezdrowym charakterze.

iękny widok, prawda?

Ta ekipa wyraziła swoją opinię o tej wodzie w jednym, krótkim zdaniu: „To będzie nasza jedyna i niepowtarzalna przygoda życia”. I właśnie o to w tym wszystkim chodzi.

Tak, aby nikt nie musiał się niczego domyślać, zwróciłem na to uwagę w sposób dla siebie charakterystyczny. Oczywiście nie da się uniknąć przypuszczeń, że wykorzystuję otwarty edytor tekstowy, by przemycać własne przemyślenia, ale pamiętajmy, że reprezentuję w tym miejscu również jednego ze Sponsorów Generalnych. Doskonale to dostrzegam i po prostu szczerze się cieszę, że ta ekipa tak świetnie radzi sobie na łowisku.

Apropos wykorzystania przysłowiowych pięciu minut – to jest właśnie Wasza magiczna piątka… a właściwie dwudziestka piątka!
Ekipa, która ma w swoich szeregach wspaniałego Team Runnera, zyskuje w rzeczywistości dwóch dodatkowych zawodników. Dokładnie tak jak w Formule 1: teoretycznie wystarczyłby sam kierowca i klucz nasadowy, ale o ostatecznym sukcesie decyduje cały szereg czynników i detali, które potrafi stworzyć wyłącznie najlepszy Team.

Wyobrażacie sobie, że można by było nie wykorzystać takiego losowania?

Gdyby w tym miejscu usiadła ekipa z przypadku, która do listy startowej załapała się wyłącznie dzięki biletom Narodowego Banku Polskiego – pewnie tak. Ale ta ekipa podczas Eliminacji Regionu Kujawsko-Pomorskiego przerzuciła na zawodach ponad pół tony ryb. Oni po prostu nie znaleźli się tutaj z przypadku. Nad ich losem czuwało zarówno wsparcie losu w losowaniu, jak i roztoczańska gościnność, które zesłały im szansę… A to, jak bardzo była ona pomocna i jak skutecznie prowadzi ich w stronę realnie otwierającego się sukcesu, muszą już oszacować sami.

Ciekawe, jak czuje się ekipa, która właśnie obejmuje prowadzenie w finale Mistrzostw Polski? Hmmm… Niby widzimy takie sytuacje dość często, ale chyba trudno to sobie tak naprawdę wyobrazić. Nocne emocje, o których wspominałem na początku materiału, teraz potęguje niewiarygodna presja – tu dosłownie 100 gramów w tę czy w drugą stronę może zaważyć o wszystkim. I taka właśnie szykuje się przed nimi dwudniówka. Już zapowiedzieli, że przez najbliższe 48 godzin nie położą się spać ani na minutę. I wiecie co? Wierzymy im.

Inne ekipy z peletonu pościgowego również nie próżnują. Na razie dyskretnie, ale wyraźnie dają do zrozumienia, że kilkanaście godzin łowienia może zmienić absolutnie wszystko. Przecież obiekty naszego pożądania słyną ze stadnego trybu życia, więc dlaczego w tym przypadku miałoby być inaczej? W aktach prawdziwego heroizmu topione są podbieraki, zalewane wodery, ale wszystko się zgadza – w końcu to Finał Mistrzostw Polski!

Szary poranek, mały deszczyk i piękny, popołudniowy klimat uspokojenia. Niby to, co wydarzyło się rano, to wręcz książkowa, idealna karpiowa pogoda, ale chyba wszyscy i tak wolimy, gdy niebo rozświetla słońce. Może nie takie upalne, że nie da się w miarę normalnie oddychać, ale takie, które po prostu daje radość. Serotonina zmieszana z adrenaliną – czy to nie jest najlepszy lek na wszystko?

Czy nadal kręcimy się wokół wykorzystania swoich przysłowiowych pięciu czy dwudziestu pięciu minut? Czy odwiedziny najbliższych na stanowisku okazały się ich prawdziwym talizmanem? A może to myśl o rodzinach i pozdrowienia płynące do kamery prosto z głębi serca dały im ten dodatkowy impuls? Nie chcę nadawać ich wynikowi właściwości metafizycznych, bo na własne oczy widzieliśmy ich kunszt i umiejętności. To po prostu kwintesencja wielu spójnych czynników pod kryptonimem: dobrze wykonana robota. Mogą być z siebie naprawdę dumni.

Mozemy tylko podziękować z amożliwość rejestrowania tych obrazów i jeszcze raz podkreślić ” Lać To Pan umieszz ”
Przemku, fajne spotkanie kilkudniowe 😉

Należy się wam możliwość wypowiedzenia tych kilku słów.

Bym zapomniał 3 brania na żywo u was ….. To się nie dzieje ….

A tak, jednym strzałem po godzinie 14:00, staje się jedną nogą na najwyższym stopniu podium. Jedną nogą, bo tu wciąż wszystko może się wydarzyć. Jak doskonale widzimy, kandydatów do tytułu Mistrza Polski mamy na tę chwilę kilku – wliczając w to uśpioną od pełnej doby, dużą część zbiornika, która nie zgłosiła jeszcze żadnej ryby.

Ekipa „młodych gniewnych” w pełnym tego słowa znaczeniu pokazuje najwyższy karpiowy kunszt. Coś czujemy, że ciągłe przetasowania w tabeli będą największą ozdobą tegorocznej klasyfikacji generalnej, nadając całej imprezie niesamowitego kolorytu. Szkoda tylko, że wszystko wskazuje na to, iż oba zbiorniki budzą aż tak skrajne emocje. Taki mamy jednak klimat w naszej karpiowej Polsce – stworzenie wybitnie sprawiedliwych, optymalnych uwarunkowań na zawodach tej rangi jest po prostu nieziemsko trudne do wypracowania.

Jakie kadry przyniesie nam jutrzejszy dzień i kto wkroczy w finałową ciszę medialną z niesamowitym ciężarem  w głowie?

Jutro obiektywy naszych kamer i drona skierują się tam, gdzie napięcie sięga zenitu. Obecujemy

Wyniki

Udostępnij: