Gdy ta rywalizacja powoli dobiega końca, wracam pamięcią do wczorajszego wieczoru, by zaprezentować Wam kilka kadrów i uhonorować łowców tych wyjątkowych ryb. Niezwykła uroda części z nich idealnie wpisała się w malowniczy klimat grążelowych połaci, zachwycając głębią barw i przepięknym, unikalnym ułuszczeniem. Zapewne wielu z Was rusza nad wodę właśnie dla takich chwil i to dokładnie takie okazy są najczęstszym obiektem karpiowych westchnień i marzeń.
Niejednokrotnie podkreślałem klasę Bartosza — to zawodnik, który w absolutnie każdym zespole wnosi ogromną wartość i potrafi podnieść jakość całej ekipy. Nie inaczej stało się i tym razem.
Jego drużyna dobrała się do pięknej ryby, pokazując kunszt i opanowanie. Gdyby do tego okazu dołączyły kolejne, tej nocy układ tabeli mógłby wywrócić się do góry nogami i do samego końca trzymalibyśmy wszystkich w ogromnym napięciu.
Poranek. Obudził mnie pięknymi kolorami wyciągają na sesję medalową. To rokroczny rytuał, który i tym razem dopisał w pięknej złotej scenerii, która potrwała tylko kilka chwil.
Gdy patrzymy na tę wodę, odżywa wiele wspomnień. Te dobre i te złe zacierają się w jedną linię życia, bo przecież nie zawsze jest dobrze na 100%.
Ludzkie słabości czasami wybrzmiewają właśnie tam, gdzie rywalizacja staje się czymś, co przerasta człowieka — tak po prostu, po ludzku.
Dlaczego teraz o tym piszę? Bo znów docierają do mnie głosy osób, którym potrafiłem powiedzieć prosto w oczy, że postępują niewłaściwie, plując na nas i na mnie. A przecież jeszcze niedawno, w trudnych chwilach, zawsze mogli na nas liczyć — na naszą obecność, pomoc i nasze wsparcie, również to finansowe…
leczpo drugiej stronie są Ci ktorzy dają Ci szczęście, szczęście którego nei zrozumieją ludzie w których gorycz życia stworzyła skuteczny filter by czerpać radość z tego, że toś potrafi się bez zawiści zrealizować.
Świat i tak żyje swoim życiem a my wszyscy jesteśmy małym owadem niezidentyfikowanym na tafli wszechświata.
Cisza medialna wybrzmiewa dziś wspólnie z radością uczestników MISTRZOSTW POLSKI, wydarzenia, które co rok jednoczy naszą społeczność. I choć w tle po raz kolejny pojawiają się pojedyncze głosy komercyjnego niezadowolenia sugerujące, że „by tam być, wystarczy przecież zapłacić”, my robimy swoje.
Nigdy nie atakujemy pierwsi. Będziemy jednak konsekwentnie i merytorycznie odpierać każdy atak , dokładnie po to, by móc później obserwować szczęśliwych łowców walczących z pasją o sektory oraz o zwycięstwo w klasyfikacji generalnej i Teamowej.
Stoimy i zawsze będziemy stać na straży regulaminów oraz zasad. Bywają one trudne do zaakceptowania i wymagają od nas wszystkich ogromnej dyscypliny oraz wzajemnej pomocy w ich respektowaniu. To jednak pozostanie niezmienne. To nasz fundament i priorytet, który bezkompromisowo przyświeca nam w dążeniu do celu.
Kroczymy do Was z dumą.
Chcielibyśmy przede wszystkim, abyście po prostu dobrze się bawili. Prawdziwa pasja powinna przecież łączyć, niwelować podziały i wnosić w nasze życie czystą radość.
Radość, która nie wynika z taniej frywolności czy powierzchowności, ale płynie z głębokiego, realnego zadowolenia — z przebywania nad wodą, ze wspólnoty doświadczeń i ze spełnienia, jakie daje nam wędkarstwo.
Gdy patrzymy na wodę przez obiektyw aparatu, robimy to również dla Was. Chcemy utrwalić te ulotne chwile i zamknąć je w kadrach, do których będziecie mogli wracać …….. być może w czasach, gdy los lub zdrowie nie pozwolą Wam już na bezpośrednią kontynuację tej przygody nad wodą.
Ta drużyna zdążyła już poznać gorzki, specyficzny smak rozczarowania i ten stan, gdy wewnętrzny kalkulator na stanowisku wskazuje wyczekiwany rekord, a oficjalny wskaźnik sędziowski bezdusznie weryfikuje marzenia, pokazując wynik zdecydowanie niższy od wstępnych szacunków. Taki zimny prysznic uczy pokory.
Właśnie dlatego tym razem wybrali strategię asekuracyjną. Żadnego głośnego pompowania balonika, żadnego optymistycznego zaokrąglania gramów w górę czy szacowania wagi na oko. Chłodna głowa, opanowanie i całkowite oddanie maty oraz wagi w ręce ekipy sędziowskiej. W powietrzu wisiało gęste napięcie, a w oczach zawodników widać było mieszankę nadziei i paraliżującej niepewności.
I wtedy padły TE słowa. Bezcenne, elektryzujące, wypowiedziane z pełną powagą przez sędziego: „Panowie, oficjalnie: WSKAKUJECIE NA FOTEL LIDERA klasyfikacji generalnej!”
W jednej sekundzie cała zgromadzona presja pękła jak bańka mydlana. Asekuracyjny dystans ustąpił miejsca czystej, nieposkromionej eksplozji szczęścia. To był ten moment, dla którego spędza się bezsenne noce na deszczu, wymienia setki zestawów i walczy o każdy gram do ostatniej minuty zawodów. Moment, w którym zaufanie do własnej taktyki i pokora wobec wody zostają wynagrodzone najwyższym możliwym trofeum.
Wspaniałą, czystą radością tryskają również ci, którzy przez pełne pięć dób – mimo zmęczenia, presji i niepewności – nie stracili wiary w obrany obraną taktykę i swoje stanowisko. Pięć dni konsekwentnej pracy, budowania łowiska i wielkiej wiary…
To właśnie ta niezłomność rodzi nadzieję na coś spektakularnego w samych końcowych godzinach rywalizacji.
W karpiarstwie nie ma nic piękniejszego niż moment, gdy po dobach ciszy woda nagle „oddaje” skumulowany trud, a ostrożny dotąd karp melduje się na macie dokładnie wtedy, gdy zegar nieubłaganie odlicza ostatnie minuty turnieju. Taka wygrana z własną niewiarą smakuje najlepiej.
Czy to przyadek, iż kilku obecnych na finale medalistów nie zawodzi nawet w takiej porąbanej sytuacji z abstrakcyjnie niskim stanem wody ????
Dumny ojciec z synem, kontynuującym rodzinne tradycje srebrnego medalisty z Dzierżna dużego. Piękne to są chwile gdy to jabłko nie pada daleko od jabłoni i z niesamowita skromnością bez zbędnego fanatyzmu kroczy po karpiowej ścieżce.
Najpiękniejsze w tej opowieści jest to, że ojciec nie musi niczego udowadniać, a syn nie musi z nikim się ścigać. Przejęta tradycja stała się pomostem między pokoleniami, a największym zwycięstwem starego medalisty jest fakt, że jego pasja nie żyje już tylko w pamięci o starym pucharze, ale tętni nowym życiem nad brzegiem tego samego jeziora.
FRONT
BACK
Wspaniale wręcz rozpoczęli …………. Wracają do gry
A my? Co z nami w tej samej chwili?
My po prostu napawamy się radością, której nikt i nic nie jest w stanie nam zakłócić. Jasne – ktoś może czasem coś krzyknąć w odruchu własnej niemocy sprawczej, ktoś inny może spróbować ugryźć niczym uciążliwy insekt i wywołać chwilowy, lekki ból… Ale na takie ukąszenia mamy wyjątkowo skuteczne, kojące maści. Bo na końcu drogi i tak zawsze DOBRO ZAWSZE ZWYCIĘŻA.