Polska Federacja
Wędkarstwa Karpiowego

PFWK

patronite
Pióro Dnia Drugiego – EL Backstage Crew

Pióro Dnia Drugiego – EL Backstage Crew

Dzień drugi to dzień wielu nadziei, rozkwitających niczym pąki na wiosennych gałęziach. Każda z drużyn, pełna cichej wiary, rozpoczyna rywalizację poprzedzoną uważnym namysłem nad warunkami, jakie postawił im los. Czy jest on ślepy i obojętny, czy kapryśny i wymagający, a może jak skrycie wierzy każdy, potrafi być łaskawy i już dziś uchyli przed nimi wodną kurtynę, dopuszczając ich do walki o tytuł Mistrza Polski w Wędkarstwie Karpiowym.

Jest o co walczyć, a dopóki wędki w wodzie, wszyscy zawodnicy pozostają wierni swoim pierwszym decyzjom, owocom lat doświadczeń, które prowadzą ich niczym kompas przez niepewność chwili, dobrze znanej nam wszystkim, dopóki nie nastąpi pierwszy kontakt z rybą. Cisza nad wodą kryje w sobie napięcie, a każdy ruch tafli może zwiastować spełnienie marzeń. Czas płynie tu wolniej, mierzony nie godzinami, lecz drżeniem żyłki i niepewnym oczekiwaniem.

Nadchodzi upragniona chwila początku imprezy. Chwila, na którą zawodnicy czekali całą noc, wsłuchując się w szept wiatru i delikatne pluski jeziora. Z każdą minutą oczekiwania napięcie rosło, a w sercach dojrzewało pragnienie sprawdzenia się w starciu z przeciwnikiem, którego pokonanie staje się dla nas zwłaszcza w tym miejscu czymś potężnie upragnionym.Teraz ciszę poranka rozcina pierwszy ruch i donośny sygnał, który otwiera rywalizację i nadaje sens wszystkim przygotowaniom. Wędki, które przez noc tkwiły w bezruchu, stają się przedłużeniem marzeń, a tafla wody zamienia się w scenę, na której każdy zawodnik odegra swoją niepowtarzalną rolę. Czy pojawią się wśród bohaterów Karpie???? To zależy przede wszystkim od Was.

Przychodzi czas oczekiwania, który wypełniamy wizytami na stanowiskach. To chwile, w których organizatorzy okazują zawodnikom szczególny rodzaj szacunku – obecność i zainteresowanie. Nie tylko złowiona ryba budzi tu euforię. Równie ważne stają się rozmowy, krótkie spojrzenia wymieniane nad wodą, gesty wsparcia i uznania dla wysiłku, jaki każdy włożył w przygotowania.
Takie spotkania przypominają, że rywalizacja nie jest jedynym celem. To także okazja do budowania więzi i poczucia, że każdy uczestnik jest częścią większej całości – wspólnoty ludzi połączonych pasją.

To także doskonała okazja, aby uwiecznić te chwile na fotografiach, które stają się nie tylko świadectwem sportowej rywalizacji, lecz przede wszystkim piękną pamiątką – pełną emocji, uśmiechów i obrazów wspólnie spędzonego czasu nad wodą, do których każdy będzie mógł wracać z sentymentem jeszcze przez długie lata.

A teraz sport. Juz z tego miejsca wiemy, że ta impreza mocno wystartuje. OK, ja wiem, że ta impreza mocno wystartuje. Takie zbiorniki rozręcają się z każdą godziną.
W ciągu kilku dni zawodnicy oraz sytuacja łowiskowa uksztatuje takie warunki by w pełni wykorzyatać potencjał swoich miejscówek. Namiastką tego jest pierwsza ryba zawodów, złowiona poo pięciu godzinach. Kilkuset hektarowa woda i branie po 5ciu godzinach. Co muszą czuć zawodnicy gdy holują tą rybę, gdy odwiedza ich sztab organizatorów oraz pełnej ekipy medialnej ????

Znam to uczucie z obu stron. Widziałem to tysiące razy w różnych wariantach i zawsze jest podobnie. Szczególnie jeśli chodzi o finał PCM. Każdy z zawodników, niezależnie od wagi ryby którą łowi na Mistrzostwach podkreśla, iż jest to najcenniejsza ryba w ich życiu.

To trzeba przeżyć by w pełni zrozumieć, ale naprawdę uwierzcie nam na słowo.

Może to zabrzmi zbyt wzniośle, ale wcale nie musi. Dla nas pierwsza ryba to prawdziwy kamień spadający z serca – znak, że rywalizacja nabiera realnego kształtu, a marzenia zawodników stają się namacalne. W tej chwili mamy już pewność, że w grze jest przyszły Mistrz Polski, choć jeszcze nie wiemy, kto nim zostanie.
Wiem z doświadczenia, że los potrafi być przewrotny – zdarzyło mi się organizować zawody, w których żadna ryba nie pojawiła się w siatkach. To pokazuje, jak nieprzewidywalne bywa wędkarstwo i jak wielką wagę ma każda złowiona sztuka.

Teraz jednak worek z rybami wyraźnie się rozwiązał. Na tę chwilę mamy już kilka zgłoszeń, więc nasze słowa nie są pustą obietnicą, lecz odzwierciedleniem tego, co naprawdę dzieje się nad wodą. Atmosfera gęstnieje, emocje rosną, a każdy kolejny meldunek o zdobyczy podsyca nadzieje i rozpala wyobraźnię wszystkich uczestników i nas organizatorów.

Piękny jest ten Nielisz prawda ???

 

 

 

Dzień kończymy nagrodą w postaci niezwykłej wizyty na stanowisku, która przypadła właśnie w chwili brania i emocjonującego holu. Początkowo wyruszyliśmy jedynie na spokojny rekonesans, by zobaczyć, jak radzą sobie zawodnicy. Los jednak sprawił, że staliśmy się świadkami początku pięknej przygody ekipy ze stanowiska nr 6.

Cóż to były za emocje, napięcie unoszące się nad wodą, skupienie malujące się na twarzach i wreszcie ta iskra radości, która wybuchła wraz z pierwszym sukcesem. Padło wiele szczerych, wzruszających słów, bo takie chwile pozostają w pamięci na długo i nadają sens całemu wysiłkowi.
Na tym jednak nie koniec –

stanowisko nr 6 zaskoczyło nas jeszcze dwukrotnie, zgłaszając kolejne ryby. To sprawia, że z nadzieją i niecierpliwością możemy patrzeć w stronę poranka, pewni, że czeka nas kontynuacja dzisiejszych emocji i że ta historia dopiero zaczyna się pisać.

Tyle relacji El Redaktore Backstage Crew z dnia drugiego. Stojąc z boku całego medialnego zamieszania, staram się pozostać niewidoczny, by nie zakłócać zawodnikom oraz mediom rejestrującym główny plan  ich rytmu i skupienia. Moja obecność ma być jak cień – dyskretna, a jednak czuwająca, by uchwycić to, co najcenniejsze i najbardziej prawdziwe.

Ja sam tylko nieśmiało wciskam spust migawki, wiedząc, że każdy kadr może stać się opowieścią. Fotografia to dla mnie sposób, by zatrzymać w czasie ulotne chwile – spojrzenie pełne napięcia, uśmiech satysfakcji czy dłonie drżące przy holu. Z tych drobnych obrazów rodzi się wieczorna relacja, która później układa się w opowieść o emocjach, jakie trudno wyrazić suchymi wynikami.

Tak właśnie powstaje historia zawodów widziana z perspektywy zaplecza – historia, w której nie ma świateł reflektorów, lecz jest bliskość, cisza i prawda chwili.

Udostępnij: